Jacek Dominiczak

Madre budowanie na Glownym Miescie

pierwsza publikacja: 30 Dni, pazdziernik 1999, nr 10[12]


 

Debata nad przyszlym planem Glownego Miasta jest jak rozmowa zagubionych podroznikow: jedni wierza, ze mozna znalezc lepsza droge budowania miasta, inni martwia sie mozliwoScia zarzucenia drogi raz juz obranej, jeszcze inni chca wracac - odbudowac to, co juz kiedys w Gdansku bylo. To wszystko dzieje sie w czasie gdy w kulturze miasta panuje moda na konserwatyzm, a liberalizm zdaje sie dotyczyc bardziej pieniedzy niz pogladow. Nic wiec dziwnego, ze o estetyce i klimatach miasta ostatecznie maja decydowac konserwator zabytkow - no bo konserwatyzm - i ci, ktorzy maja pieniadze - no bo liberalizm.

Zbyt proste to rozwiazanie i wcale takie nie musi byc. Po to jednak by nie bylo, trzeba do obszaru dyskusji dopuscic trzecia sile: dzisiejsza wiedze o architekturze miasta. Ta wiedze reprezentowac moze miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Jego sila jest ogromna, bo plan jest dokumentem prawa lokalnego. 27 wrzesnia w sali Centralnego Muzeum Morskiego prezydent Gdanska Pawel Adamowicz przedstawil dotychczasowe prace nad takim wlasnie planem przygotowywanym dla Glownego Miasta. Plan wykonywany pod kierownictwem architekt Grazyny Maj jest bardzo ciekawy. W moim jednak przekonaniu, jego po-modernistyczna rewizja dotychczasowych zasad odbudowy wymaga wiekszej konsekwencji i metodologicznego zaawansowania.

 

MADROSC PODZIALOW

Nowy plan wprowadza do Glownego Miasta nowe kamienice i nowe mury projektowane wzdluz ulic tam, gdzie nie ma miejsca na zbudowanie kamienic. Nie jest to jednak proste zageszczenie miasta. Jest to precyzyjne dzialanie, ktorego intencja jest odtworzenie podzialu miasta na przestrzenie publiczne, prywatne i wspol-prywatne. Przestrzenie publiczne to ulice, place, skwery i wnetrza publicznych budynkow; przestrzenie prywatne to kamienice, a wspol-prywatne to podworza. Takie podzialy sa po ludzku madre, bo rozumieja potrzebe oddzielenia zycia prywatnego od sasiedzkiego, a sasiedzkiego od publicznego; rozumieja prawo ludzi zamieszkujacych w ruchliwym srodmiesciu do spokoju i bezpieczenstwa wlasnego domu i podworka. Madrosc takich podzialow zasadza sie rowniez na zaufaniu w madrosc lokalnej spolecznosci, bo to wspolnota mieszkancow decydowac bedzie o tym, czy budowac we wnetrzu swojego kwartalu wspolne zbiorowe garaze i jak urzadzic swoja podworkowa przestrzen. To ona bedzie decydowac, czy zamykac na noc bramy i czy zatrudnic portierow kamienic i ochrone podworza. Oparcie nastepnej formuly (od)budowy Glownego Miasta na takich ideach bedzie ze wszech miar dla niego dobre. O planie zespolu Grazyny Maj mozna tu tylko z uznaniem powiedziec, ze opiera swoja konstrukcje zarowno na najbardziej istotnej krytyce tego, co zbudowano na Glownym Miescie dotychczas, jak i na najbardziej istotnych ideach po-modernistycznej teorii budowania lepszych niz dawniej miast.

 

CO MOZE POJSC ZLE, TO POJDZIE

Watpliwosci wobec planu pojawiaja sie dopiero, gdy zaczniemy przewidywac konsekwencje okreslenia granic pomiedzy publiczna, wspol-prywatna i prywatna wlasnoscia. Jest takie powiedzenie, ze jesli cos moze pojsc zle, to znaczy, ze pojdzie zle. Obawiam sie, ze cala wieloletnia praca nad planem rozsypie sie jak zle zbudowana szopa w dniu, gdy na Glownym Miescie pojawi sie pierwszy architektoniczny Gargamel - pierwsza pseudo-historyczna fasada w pseudo-nowoczesny sposob nawiazujaca do architektury Glownego Miasta. Dlatego nie zgadzam sie z twierdzeniem autorow planu, ze "bezzasadnym byloby aby plan miejscowy swoimi zapisami regulowal estetyczne aspekty architektury". Gdy mysle o tym, ze architektoniczna jakosc wspolnego wszystkim Gdanszczanom Srodmiescia tworzona bedzie przez architektoniczna jakosc prywatnych fasad i prywatnych murow posesji -- obawiam sie. Wiem bowiem, ze wlasciciele nowych kamienic moga zbudowac Gdansk piekniejszy niz kiedykolwiek. Ale wiem tez, ze moga go bezpowrotnie zeszpecic. Kiedy patrze ile nowe pieniadze sa w stanie wybudowac pseudo-historycznego kiczu, jestem pelen obaw. Kiedy slucham i czytam jak publiczne (a wiec i wplywowe) osoby deklaruja swoje do kiczu umilowanie, moje obawy rosna. Kiedy obserwuje jak po dziesieciu latach pokory politycy znow domagaja sie decydowania o architekturze miasta, mam ochote zapalic, choc od dziesieciu lat tego nie robilem. Gdy slysze pouczenia, ze profesjonalizm nas architektow powinien byc zredukowany do bezglosnej pracy na zamowienie, zadziwia mnie niewiara w wyksztalcenie, ale za to zaczynam rozpoznawac przynajmniej jeden z powodow, dlaczego w Polsce publiczne uczelnie nie maja publicznych pieniedzy. Wszystko to jednak nie znaczy, ze obawiam sie jedynie dzialan osob spoza zawodowej grupy architektow. Sam jestem architektem i jak wiekszoSc z nas jestem przekonany, ze droga do zawodowstwa jest rozpoznawanie blednej praktyki wlasnej profesji. Chce wiec widziec biblijna belke we wlasnym oku - no wlasnie... Tak niestety jest, ze pomimo kilku dobrych budynkow zbudowanych ostatnio w Trojmiescie - dworca lotniczego w Rebiechowie czy domu towarowego Batory w Gdyni - gdanska szkola architektury i urbanistyki przezywa trudny kryzys publicznego zaufania, a wsrod gdanszczan z Glownego Miasta slyszy sie powtarzana obawe, ze kazde "nowoczesne" bedzie gorsze od "odbudowanego". Ze zadne "wspolczesne" nie bedzie lepsze od tego, co zbudowano na ulicy Stagiewnej. Ze architekci sa nieprzewidywalni w swoich sposobach myslenia i estetycznych preferencjach, no bo przeciez mozna mniej wiecej przewidziec Gdansk odbudowywany wedlug starych fotografii, ale nie mozna w zaden sposob przewidziec, jak wygladalby Gdansk budowany przez wspolczesnych architektow. To wynik tego, ze nie ma dzisiaj rozpoznawalnej szkoly wspolczesnosci, nie ma okreSlonego estetycznego kanonu. Architekci zapytani o wspolczesna teorie architektury zazwyczaj podkreslaja, ze kazdy z nas powinien miec prawo do wlasnej teorii i ze proby jakichkolwiek uogolnien sa intelektualnym naduzyciem wobec tworczej wolnosci. Zapytani o swoj wlasny styl, czesto mowia o zmiennoSci i roznorodnosci. Wszystko to razem doprawdy niewiele obiecuje.

W tej wywolujacej obawy sytuacji i pomimo deklaracji o bezzasadnosci regulacji estetycznych, plan jednak je czyni. Robi to byc moze nieswiadomie, ale za to fatalnie, bo zamiast konkretyzowac oczekiwania, otwiera mozliwosci dla kazdego - zarowno pseudo-historycznego jak i pseudo-nowoczesnego - kiczu. Bo czymze innym niz takie otwarcie jest zapis o oczekiwaniu od przyszlych wlaScicieli kamienic, by architektura ich budowli "nawiazywala" do "form tradycyjnie wyksztalconych na terenach Gdanska"? Wlasnie interpretacje takich otwartych i tak naprawde nic nie znaczacych formul sa przyczyna powstawania architektonicznych Gargameli. Co moze pojsc zle, to wierzcie mi, tak wlasnie pojdzie.

Drugi zapis planu regulujacy estetyke dotyczy spraw ochrony dobr kultury na terenie miasta. Jedyne, co w tej sprawie plan bierze na siebie, to opisanie zakresu wymagan konserwatora zabytkow stawianych nowym kamienicom tak, by budowniczym latwo bylo okreSlic koszt konserwatorskich wymagan. Sprawy estetyki plan oddaje calkowicie pod zarzad doktryny konserwatorskiej podkreslajac, ze to do konserwatora zabytkow nalezy "ostatnie slowo". Nie zgadzam sie i z tymi zapisami. Po pierwsze, jest to historyczno-finansowa (konserwatywno-liberalna) redukcja mozliwoSci, jakie daje prawo miejscowe. Po drugie, jest to podporzadkowanie calej estetyki miasta - tej historycznej i tej "nawiazujacej" - dzisiejszej doktrynie konserwatorskiej. A to tez moze pojsc zupelnie zle.

 

TEORIA I PRAKTYKA KONSERWACJI

W tym samym czasie gdy miloSnicy historycznego Gdanska oburzali sie na konkursowe rysunki szklanej sciany proponowanej w miejscu starych fasad hotelu Danziger Hof przy Targu Weglowym, o niewiele ponad sto metrow dalej trwala budowa wienca rownie szklanych scian nowych pseudo-kamienic otaczajacych przebudowywany wiezowiec Centromoru. Ich plaskie gzymsy maja trojkatne uniesienia ktore, jak sie domyslam, sa gestem owego enigmatycznego "nawiazania" do architektury starego Gdanska. Czarne szklo pokrywajace fasady to jedyny zdaje sie sposob, by zaslonic ogromne, poziomo ulozone - a wiec calkowicie obce estetyce Glownego Miasta - okna. Coz: gdy za szybami zapali sie Swiatlo i tak bedziemy te okna widziec. Smutna architektura naiwnosci, ktora zadziwia nieznajomoscia spraw estetyki konca wieku. A jednak by te budynki mogly powstawac, potrzebowaly akceptacji doktryny konserwatorskiej i reprezentujacego ja konserwatora zabytkow. Jak to jest mozliwe?!

Dziwnie zla wspolczesnosc architektury w obszarach chronionych przez ustawe o ochronie dobr kultury i, w jej imieniu, przez urzedy konserwatorow zabytkow, to konsekwencja rozszerzania doktryny konserwatorskiej poza ochrone i konserwacje zabytkow na niejednoznacznie terytoria "nawiazania", "charakteru" czy "klimatow" miasta. W ten sposob bowiem konserwatorzy decyduja nie tylko o ochronie dobr kultury, ale i o wspolczesnosci kultury w danym miejscu. To nie fair w stosunku do wspolczesnosci. Jestem wiec przekonany, ze dzisiaj, gdy teoria doktryny konserwatorskiej ulega nie do konca sprecyzowanemu rozszerzaniu, oddanie procesu (od)budowy Gdanska jedynie jej eksperymentalnej praktyce jest dla estetyki miasta ryzykowne i po prostu nieuzasadnione.

 

MADROSC PARTNERSTWA

Gdanskowi potrzeba natomiast partnerstwa pomiedzy konserwatorami i architektami. Potrzeba urzedu architekta miejskiego, ktory reprezentowac bedzie zaawansowanie i potencjal wspolczesnej mysli architektonicznej tak, jak urzad miejskiego konserwatora reprezentuje wartosc i potencjal ochrony zabytkow. Potrzeba architekta miejskiego by pracujac razem z konserwatorem wspolnie doprowadzali do tego, by kazda nowa realizacja w miescie byla, w swojej kategorii, doskonala.

Ciesze sie wiec bardzo, ze podczas debaty nad planem Marcin Gawlicki, konserwator, ktoremu podlega obszar Glownego Miasta, rowniez nie zgodzil sie z zapisem planu o przyslugujacym mu "ostatnim slowie". Wierze, ze bylo to symboliczne otwarcie w kierunku tworzenia formuly wspolpracy konserwatorow i architektow przy (od)budowie Glownego Miasta.

W tej wspolpracy widze tez ogromna role dla politykow angazujacych sie w proces budowy Gdanska. Wlasnie takie rozpoznanie i konsekwentne tworzenie zrownowazonych prawnie sytuacji powinno byc, w moim mniemaniu, celem ich dzialan dla Gdanska - i nie tylko Gdanska!

 

TEORIA I PRAKTYKA ARCHITEKTURY
Ale zdajmy sobie tez sprawe, ze nawet gdy dojdzie do wspolpracy pomiedzy doktryna konserwatorska i wiedza o architekturze miasta, sytuacja jeszcze ciagle nie bedzie zrownowazona. Winni temu beda architekci, bowiem nie sa przygotowani do takiej wspolpracy. Doktryna konserwatorska, pomimo swych wlasnych eksperymentow, dazy do racjonalnosci: stara sie w sposob naukowy opisac reguly dobrej konserwacji. Niestety niewiele podobnego dzieje sie z wiedza architektoniczna. Sprawy opisania zasad dobrej architektury miasta, sprawy jej naukowego warsztatu i kondycja jej teorii wymagaja radykalnego zaawansowania, by wypracowac poglad na tyle precyzyjny i racjonalny, by mozliwy byl dialog z doktryna konserwatorska. Srodowisko architektow powinno w koncu przestac wylewac dziecko z kapiela, a tak wlasnie czyni, gdy przywolujac przyklady wiezy Eiffel'a czy piramidy Luwru - dwoch slawnych budowli opartych na radykalnym kontrascie z otoczniem - sadzi, ze architektura nie potrzebuje racjonalnych i spojnych (a wiec naukowej) regul dotyczacych estetyki budowania miasta. Bez oparcia o systematyczna i opisana teorie estetyki architektury miasta, nasz tytul architekta zdezintegruje sie w niekonkretnosci, a nam pozostanie jedynie wystepowanie w roli inzyniera wspomagajacego prace konstruktorow.

 

MADROSC PLANU
Plan miejscowy opracowywany przez zespol Grazyny Maj, przewidujacy budowe stu piecdziesieciu nowych kamienic na Glownym Miescie, powinien odwaznie kontynuowac ciekawie rozpoczeta idee. Jesli bowiem plan decyduje, ze ksztalt przestrzenny miasta odwzorowywac ma publiczne i prywatne aspekty zycia, to kolejnym konsekwentnym krokiem powinno byc okreslenie zasad architektonicznych relacji pomiedzy tym co prywatne i tym co publiczne. To wlasnie prawidlowosc tych relacji zdecyduje o sukcesie nowego planu. Przede wszystkim trzeba okreslic do kogo nalezy architektura fasady: do wlasciciela kamienicy czy do "publicznosci" ktora korzysta ze srodmiejskich ulic i placow. Jesli myslimy o miescie jako o zbiorze budynkow, fasada nalezy w oczywisty sposob do budynku. Jednak gdy myslimy o miescie jako o wnetrzach ktorych uzywamy, po ktorych chodzimy i ktore ogladamy, fasady naleza bardziej do wnetrz ulic i placow, niz do wnetrz budynkow. Jesli zdecydyjemy sie na interpretacje Glownego Miasta jako systemu wnetrz, okreslic bedzie trzeba czego wnetrza ulic i placow maja prawo oczekiwac od fasad kamienic. Trzeba bedzie zapisac to w formie konserwatorsko-architektonicznej informacji, gdzie informacja konserwatorska powinna bazowac na teorii historii architektury i miasta, zas informacja architektoniczna na teorii ich projektowania. Wspolpraca dziedzin konserwacji i architektury powinna w swojej konkluzji doprowadzic do spisania kodu przestrzennego miasta. Kod taki powinien okreSlic co jest dla miasta historycznie wartosciowe i co jest architektonicznie charakterystyczne. Takie zapisy to jedyny sposob by zblizyc sie do jednoznacznosci slow takich jak "klimat" czy "nastroj" miasta. Jedyny to rowniez sposob by informacje na ten temat przeslac architektom i budowniczym pracujacym dla prywatnych inwestorow. Od wielu lat prowadze na ten temat prace i w Gdansku, i w innych miastach na swiecie. Wiem juz o tym, ze mozna te sprawy racjonalnie i jednoznacznie opracowac. Jestem tez gleboko przekonany, ze przy pomocy tak wypracowanego narzedzia, miejskie urzedy konserwatora i architekta moglyby zredukowac prawdopodobienstwo popelnienia na Glownym Miescie zarowno konserwatorskich jak i architektonicznych pomylek. Upowszechnienie kodu wsrod wszystkich, ktorzy beda uczestniczyc w budowaniu Glownego Miasta daloby szanse uzyskania doskonalosci architektury rownej tej, ktora w roznych dziedzinach osiagaja spolecznosci ceniace informacje.

Unikanie w pracach nad planem konserwatorskich i architektonicznych zapisow (a wiec informacji) na temat oczekiwanej w miescie estetyki jest tworzeniem pozornej wolnosci, ktora moze doprowadzic do katastrofy. Obfitosc iformacji na ten temat stworzy natomiast srodowisko wolnosci byc moze trudnej, ale jednak madrej. Na tym powinny polegac konsekwencja i metodologiczne zaawansowanie projektu planu przedstawionego na prezydenckim spotkaniu.

Jacek Dominiczak

pazdziernik 1999


© 1999 Jacek Dominiczak. wszystkie prawa zastrzezone

 | home | o diaade | diaade.teksty | diaadedot | architektura/dialog STUDIO jacek dominiczak | diaade.program |