| 9. piatek
Jak sie pewnie domyslacie festiwal podzielony jest na sekcje, w programie
oznaczone roznymi kolorami. Bez tego pogubilibysmy sie calkowicie. Kolor
czerwony - filmy konkursowe, kolor niebieski - panorama kina swiatowego,
kolor pomaranczowy - wielki przeglad kina koreanskiego z Kim Ki-dukiem
na czele, fioletowy to >nocne szalenstwo<, w tej sekcji kino Petera
Jacksona i japonskie horrory, na zolto zaznaczono retrospektywy Michelangelo
Antonioniego, Beli Tarra i Kazimierza Kutza oraz dokumenty, animacje i
wybrane filmy z poprzedniej edycji Nowych Horyzontow, na koniec zielony
Matthew Barney, o ktorym opowiem niebawem. Dzis pora na kilka slow o konkursie.
Na te sekcje skladaja sie filmy, wypatrzone przez Romana Gutka, Jakuba
Duszynskiego (dyrektora artystycznego festiwalu) i grono osob, zwiazanych
z Gutek Film, podrozujacych po najrozniejszych festiwalach filmowych w
Europie i na swiecie. Jest to wybor absolutnie subiektywny. Jedynym, co
laczy filmy konkursowe, jest >nowohoryzontowe< myslenie o kinie.
Nowohoryzontowe czyli innowacyjne, lamiace stereotypy, schematy, konwencje,
posuwajace jezyk filmowy ku ryzykownej, oscylujacej na wielu granicach
grze z widzem. To filmy, ktore zwrocily nasza uwage, o ktorych rozmawialismy,
klocilismy sie, ktore w nas zostaly - tak wielokrotnie uzasadnial te wybory
Roman Gutek, podkreslajac, ze nie sa one uznana reprezentacja swiatowego
kina. I rzeczywiscie sporo bylo wokol nich zamieszania, sporo kontrowersji.
O kilku juz wspomnialam: "Ojciec i syn" Sokurowa (moj number
one), "The Time We Killed" Jennifer Todd Reeves, Wiaczeslawa
Amirkaniana "Arsenij Tarkowski. Malutka zizn" to filmy z jednego
bieguna - kameralne, osobiste, filmy - zwierzenia. Na drugim biegunie umiescilabym
obrazy drastyczne, przejmujace, szantazujace widza kontrowersyjnym tematem,
czy forma. Do nich zalicze francuskie "La vie nouvelle" (Nowe
zycie, 2002) Philippe Grandrieux, "Anatomie de l'enfer" (Anatomia
piekla, 2004) Catherine Breillat, do tej grupy doskonale pasowalby pewnie
i "Twentynine Palms" (2003) Bruno Dumonta, ktorego film "Ludzkosc"
byl jednym z najbardziej dyskutowanych podczas pierwszej edycji festiwalu
jeszcze w Sanoku oraz dokument "Ladoni" (Dlonie, 1993) Artura
Aristakisjana.
Mlodzi Francuzi, co dalo sie zauwazyc juz w zeszlym roku podczas obszernego
przegladu wspolczesnej kinematografii francuskiej, staraja sie odciac od
wypracowanego przez starych mistrzow stereotypu psychologicznego, subtelnego
kina, kojarzonego z >francuskim smakiem<. Buntuja sie w sposob zdecydowany
i radykalny, czesto oscylujac na granicy obscenicznosci. Taki jest "La
vie nouvelle" Grandrieux, utrzymany w tonacji sennego koszmaru, przypominajacy
atmosfera oslawione "Nieodwracalne" (2002) czy wczesniejszy "Seul
contre tous" (Sam przeciw wszystkim, 1998) Gaspara Noe'go. Film pelen
leku, przemocy i seksu, zrealizowany w zblizeniach, w szybkich ruchach
kamery, film nieznosnych narkotycznych wizji, otwartych przestrzeni i klaustrofobicznych
go-go barow, film wypelniony oparami zla, jakby to byl zwykly papierosowy
dym. Doskonale wygrywal niepewnosc co do tego, kto jest tu ofiara, a kto
katem. Film wlasciwie pozbawiony fabuly, nie chce powiedziec - niezwykly,
bardziej - sugestywny. Nie mialabym ochoty obejrzec go ponownie. Ale takie
wlasnie jest nowe kino francuskie - bezkompromisowe.
I wcale nie dziwi mnie fakt, ze w tym samym konkursie
pojawil sie tez "Brodeuses" (2004), debiut Eleonore Faucher,
ktoremu wrozy sie zwyciestwo w konkursie, tak kompletnie inny (niniejszym
festiwalowa publicznosc zostala poddana probie, czy da sie uwiesc normalnosci
? dala sie).
To klasyczna, pelna uroku, chcialoby sie powiedziec
- familijna, czy popoludniowa opowiesc o mlodej dziewczynie, mieszkajacej
na prowincji, dziewczyna zachodzi w niechciana z poczatku ciaze i odkrywa
swoja kobiecosc, przyjazniac sie ze starsza od siebie, doswiadczona przez
los, armenska hafciarka. Dziewczyna ma piekne rude wlosy i naturalny wdziek.
Poniewaz - jak przypuszczam - film zostanie pokazany w objazdowym cyklu
Nowe Horyzonty i bedziecie go mogli sami skosztowac, polecam pelna slodyczy
scene milosna z udzialem pieknego Francuza armenskiego pochodzenia... Na
przekor temu "Anatomia piekla" Catherine Breillat to kolejny
film buntowniczy, po ktorym publicznosc rownie dobrze moglaby podrzec na
rezyserce ubranie, jak i obsypac ja kwiatami, albo pomidorami. Naprawde
trudno mi zdecydowac po ktorej stanelabym stronie. Grafomania to, czy raczej
krok ku prawdzie ? Tania pornografia, czy glos kobiety swiadomej ograniczen
wlasnej plci ? "Anatomia..." opisuje ze szczegolami cztery spedzone
wspolnie noce pary nieznanych sobie ludzi. Opisuje odwieczny konflikt plci
i zwiazanej z nia, intymnej sfery ludzkiej seksualnosci. Breillat jest
zbyt smiala jak na nasza obyczajowosc, dlatego jej film budzi sprzeciw.
Dotyka tabu i zamiast spokojnych, przemyslanych argumentow wytacza armaty,
glosno krzyczy. Rezyserka o feministycznym zacieciu moze byc pewna, ze
ktos ja wreszcie uslyszy, choc ma sie wrazenie, ze to krzyk nie tyle madry,
co pelen desperacji.
I na koniec "Ladoni" Artura Aristakisjana, czlowieka, ktory przez
dlugi czas - z wyboru - zyl na ulicach Kiszyniowa, byl bezdomnym zebrakiem.
W swoim dokumencie w elegijnym tonie opowiada o ludziach, ktorzy go wtedy
otaczali. W poszczegolnych rozdzialach dotyka przedziwnych zyciowych historii,
czyniac ze swoich bohaterow niemal swietych, jedynych zaslugujacych na
zbawienie. W ponad dwugodzinnym monologu (film nie ma sciezki dzwiekowej),
plynacym z offu, tworzy obrazy metafizyczne, po plecach przechodzi dreszcz.
Towarzysza mu czarno-biale, ziarniste kadry. To nie jest juz zarejestrowana
rzeczywistosc, tylko przypowiesc o dobru i zlu, o systemie, cokolwiek sie
pod tym okresleniem kryje i o wolnosci, nie wolnej od cierpienia.
akss |