2. piatek
Drodzy czytelnicy i wielbiciele,
Gdy Pereira spotkal Monteiro Rossiego, pomyslal, ze ten
chlopak przypomina mu jego samego z czasow studenckich w Coimbrze. Ten sam
niesforny kosmyk czarnych wlosow opadal im obu na czolo, podobny entuzjazm
pozwalal oddychac pelna piersia. I potraktowal Monteiro Rossiego jak swojego
syna, ktorego nigdy nie mial. I po ojcowsku, ale i z wielkim zachwytem Pereira
patrzyl na Marte - przyjaciolke chlopaka, piekna, zielonooka, niebezpiecznie
pewna siebie mloda kobiete w plociennym kapeluszu i jasnej sukience na szelkach,
ktore krzyzowaly sie z tylu, podkreslajac lagodna i solidna zarazem linie
plecow.
W zwiazku z tym drugi dzien festiwalu zdominowaly dwa bardzo dobre filmy,
a kazdy z nich absolutnie >w swoim rodzaju<. Rezyserem pierwszego
jest Tony Gatlif - pochodzacy z Algierii francuski Cygan, ktory obecnie
mieszka w jednej z andaluzyjskich cyganskich komun, autor wielu dokumentow
i kilku fabul (m.in. "Gadjo dilo" (1998) i "Vengo" (2000),
pokazywanych w Polsce). Gatlif do swoich filmow pisze i scenariusze, i muzyke,
a na tegorocznym festiwalu w Cannes dostal nagrode za rezyserie "Exils"
(2004), o ktorym mowa. Od lat obraca sie w kregu tematow, zwiazanych z cyganska
mniejszoscia, zadomowiony wsrod niej i zakochany w tej nomadzkiej kulturze,
bez trudu porozumialby sie z "naszym" Andrzejem Stasiukiem, trwajacym
tak samo pod jej urokiem i sledzacym podczas licznych podrozy slowackich,
wegierskich, czy rumunskich i w ostatniej ksiazce "Jadac do Babadag".
Bohaterowie "Exils" to para mlodych ludzi o algierskich korzeniach.
Oboje niespokojni, o niejasnej, traumatycznej przeszlosci, obcy, niepogodzeni
ze swiatem wyruszaja w podroz do zrodel, by odzyskac to, co nie z ich winy
zostalo utracone. Chlopak (Romain Duris) jest potomkiem francuskich osadnikow,
sytuacja polityczna zmuszonych do wyjazdu z Algierii, dziewczyna (Lubna
Azabal) pochodzi z rodziny algierskich emigrantow. Laczy ich muzyka, mlodosc,
niezwykla witalnosc, ktora zmusza krew w zylach do ciaglego, przyspieszonego
ruchu. Podrozuja przez Hiszpanie i Maroko, spotykajac po drodze cyganskie
tabory, sewilskich muzykow, zmierzajacych w przeciwnym kierunku nielegalnych
emigrantow, ludzi bez paszportow, bez dachu nad glowa, ktorych utrzymuje
przy zyciu uparta mysl o godnej przyszlosci. Kiedy dotra do celu, odnajda
siebie, a symbolicznym tego wyrazem bedzie przeszywajacy dreszczem, transowy
taniec, wykonany podczas jednego z sufickich rytualow. To piekny film. Pulsujacy
uroda zycia, jakiej nie znamy, zamknieci w swoich poukladanych, chlodnych,
pozbawionych emocji nocach i dniach. To film pulsujacy pragnieniem. Pragnieniem
wolnosci poruszania sie nie tylko w obrebie poznanego, oswojonego swiata,
czy swiata politycznej i kulturowej geografii, ktory dla mlodych bohaterow
Gatlifa zdaje sie nie miec granic. Pragnieniem rozumienia wlasnych mysli,
poznania zrodel wlasnych wrazen i impulsow, sposobu reagowania na rzeczywistosc.
Przewodnia role w docieraniu do tej tajemnej wiedzy przypisal Gatlif pochodzeniu,
a postacia, ktora sie temu podda najsilniej, uczynil mloda Francuzke algierskiego
pochodzenia - Naime (Azabal). Ta dziewczyna ma w sobie dynamit - jakby powiedzial
pewien znajomy artysta. I trafilby w sedno.
Kolejnym filmem, ktorego nie zapomne, zupelnie innym od
poprzedniego, jest "Ojciec i syn" (2003) Alexsandra Sokurowa.
Na festiwalach, podpisanych przez Romana Gutka, nie moze zabraknac tego
artysty, nazywanego czesto drugim Tarkowskim. I rzeczywiscie dwa lata temu
osobiscie odwiedzil Cieszyn. Festiwalowa publicznosc najpierw w Sanoku,
a potem w Cieszynie miala okazje obejrzec niemal wszystkie najwazniejsze
jego filmy: dokumentalne "Elegie" (1985), "Matke i syna"
(1997), "Molocha" (poswieconego Hitlerowi, 1999), "Cielca"
(kilka scen z zycia starzejacego sie Lenina, 2001), "Rosyjska arke"
(2002). Sokurow wyksztalcil rozpoznawalny styl, ktory niektorych widzow
zachwyca i uwodzi, innych skazuje na prawdziwe meki.
Zdjecia do "Ojca i syna" krecono w Lizbonie i Petersburgu. Akcja
wielu scen rozgrywa sie na dachach starych petersburskich kamienic, to miasto
(jedno miasto zlozone z dwoch) filmowane jest w sposob szczegolny, rozmiekczone
sloneczna mgielka i wyciagniete w pionie, jakby sie nie konczylo, jakby
trwalo poza jakimikolwiek prawami perspektywy. "Ojciec i syn"
Sokurowa w warstwie zarowno formalnej, jak i fabularnej jest filmem z tajemnica.
Pokazuje kilka scen z zycia ojca i syna, polaczonych miloscia zaborcza,
niemal zmyslowa, dotykowa, jaka zwykle laczy kochankow. Oni po prostu nie
moga bez siebie zyc, nadchodzi jednak czas, kiedy syn staje sie mezczyzna
i rozstanie jest nieuniknione. Pojawia sie tez inny syn, syn przyjaciela.
Rozmowy bohaterow nie maja znaczenia, poniewaz nic z nich nie wynika, zadna
naprowadzajaca na trop informacja. Ow naddatek buduje pelen leniwego napiecia
nastroj. Oto zycie. Kilka obrazow. Kilka zaobserwowanych z boku kadrow,
ktorych bohaterowie nie musza sobie wszystkiego tlumaczyc, nie maja swiadomosci
istnienia widzow i calej tej kinematograficznej machiny. I znowu musze jak
mantre powtorzyc: to piekny film, niepowtarzalny, trudny i wymagajacy czasu,
by pozbyc sie sklonnosci do ciaglego zadawania pytan. Byc moze odpowiedzi
wcale nie sa tu do niczego potrzebne.
akss
|