1. czwartek
Drodzy czytelnicy i wielbiciele,
Dobiega polnoc i konczy sie dlugi, goracy dzien, ale nikomu nie chce sie
spac. Kazdy - obojetnie kobieta czy mezczyzna, dziewczyna czy chlopak -
rozglada sie w poszukiwaniu pokrewnej duszy, ba ! gotowego przyjac pod swe
czule skrzydla, pokrewnego ramienia. Wilgotna po wieczornym deszczu trawa
moczy nam stopy, kiedy przecinamy jeden z czeskich trawnikow, nawet tego
nie zauwazajac. Tak bardzo zamysleni, nie - raczej podekscytowani pierwsza
projekcja. I kiedy Pereira owego slonecznego dnia ni z tego, ni z owego
zaczal myslec o smierci, byc moze dlatego, ze jego ojciec prowadzil kiedys
zaklad pogrzebowy "Pereira la Dolorosa", a moze dlatego, ze otwierajac
na chybil trafil pewne czasopismo, przeczytal zdanie: "Relacja charakteryzujaca
najglebiej i najogolniej sens naszego bytu jest relacja zycia i smierci,
poniewaz ograniczenie naszej egzystencji przez smierc jest decydujace dla
zrozumienia i oceny zycia", my w podobnym nastroju myslimy dzis o relacji
zycia i milosci. Tak, tak, myslimy o milosci, uwiedzeni po mistrzowsku przez
najnowszy film Pedro Almodovara "Zle wychowanie" (w kinach od
3 wrzesnia).
No wiec po wyjsciu z dusznego czeskiego kina Era, zainscenizowanego w hali
sportowej, mam przed oczami fotografie Giacomelliego: na snieznobialym tle
tancza tu w kole ubrani w czarne sutanny ksieza, jeden z nich kreci sie
wewnatrz kola niczym derwisz w oblednym transie. Uderza kontrast wyraznie
odcinajacych sie od siebie czerni i bieli. Troche w tym tancu jeszcze zaklopotania,
ale uchwycona na pierwszym planie, na zewnatrz kregu kolejna ksiezowska
postac, pedzi gotowa przerwac ow niedorzeczny proceder.
Film Almodovara nie jest jednak opowiescia o hiszpanskim katolicyzmie, ani
o pedofilii, szerzacej sie w kregach duchowienstwa, nie jest to film gejowski
(choc kobiety prawie w nim nie wystepuja, a mezczyzni kochaja sie ze soba
namietnie), ani transwestycki (choc wystepuja w nim transwestyci) i trudno
by go bylo, jak czyni to zwykle krytyka, nazwac melodramatem. "Zle
wychowanie" to przede wszystkim film o milosci, przybierajacej rozne
odcienie, nigdy nie: szczesliwej, latwej, raz na zawsze, wlasciwej, jasnej,
konkretnej, wielkiej, czy nie wartej zachodu. O milosci czesto skazujacej
na upokorzenie, odrzucenie, nie znajdujacej dla siebie usprawiedliwienia,
a jednak w jakis sposob waznej tylko dzieki swojemu istnieniu, ktore czyni
swiat kolorowym. Kolory tego filmu krzycza. Pomarancze obok fioletow, ceglaste
brazy obok blekitow i zieleni, czyste, blyszczace roze. Milosc jest w nich
zamknieta i czeka na swoje malo spektakularne piec minut, bo przeciez zdarza
sie ludziom, a ci nie sa doskonali.
Znajdziecie w nim niemal wszystko, co do tej pory bulwersowalo, czy zachwycalo
u Almodovara, a jednak rezyser, opowiadajac w paru slowach o "Zlym
wychowaniu" (przeslal nam kasete, na ktorej uroczyscie i po polsku
otworzyl festiwal), wyznal, ze ten film mowi o nim samym wiecej, niz jakikolwiek
inny, ze jest najwazniejszy, bo najbardziej osobisty i te emocje przemawiaja
do nas z ekranu, w jednej z bardzo prawdopodobnych, chcialoby sie powiedziec
- banalnych, historii ujawniajac swoja sile.
Ps. Wasza specjalna agentka w oczekiwaniu na otwarcie
festiwalu spedzila tez chwil pare w oddalonym od Cieszyna o 10 km Terlicku,
nad jeziorem, gdzie wakacjuja czeskie rodziny, popijajac wyborne czeskie
piwo i jedzac smazony ser. Konsekwencje takiego wypoczynku sa latwe do przewidzenia,
choc z pewnoscia nie nalezy do nich sklonnosc do pedofilii.
akss |