AKADEMIA SZTUK PIEKNYCH W GDANSKU   THE ACADEMY OF FINE ARTS IN GDANSK
 
 architektura + dialog  architecture + dialog
Podyplomowe Studium Projektowania  Post-Graduate Design Program

studio 1 / jesien 2003 / fall 2003

moderator: jacek dominiczak

galeria ukonczonych projektow final design gallery
 projekt nr [ar+di] 001  project no. [ar+di] 001 
 samotnia  seclusion place
Zaprojektuj swoja wlasna samotnie - miejsce odizolowania od ludzi i swiata. Wyzwol w sobie komfort wolnosci - nikt tu nicznego ci nie zabroni. Design your own seclusion - a place which isolates you from both people and the world. Release your enjoyment of freedom - here nobody can forbid you anything.

 

autorka projektu: Agnieszka Szeffel

fotografie: Agnieszka Szeffel, Agnieszka Leszczynska

   
   
   
   
   

Agnieszka Szeffel:

"PISANIE i CZYTANIE DZIURAWI MOJE ZYCIE"

 

Za chwile przedstawie Panstwu zalozenia, realizowanych w mojej samotni pragnien wolnosci, stad - przyznaje - moje zaklopotanie. Wynika ono tez ze swiadomosci, ze to, co dla mnie jest fascynujace, dla was wcale byc fascynujacym nie musi. To nie jest doskonale, to jest zwyczajne. Ale ja tak samo jak kazdy inny czlowiek - lekarz, architekt, czy antropolozka - mam prawo wybrac sobie przestrzen, ktora daje mi poczucie wewnetrznego ladu.

1. Wstep

Na wstepie chcialabym uprzedzic, ze charakter tej prezentacji prawdopodobnie bedzie odbiegal od pozostalych. Istnieja po temu powody. Wszystko, co tu powiem, a co najpierw zostalo >zapisane<, bedzie mialo scisly zwiazek z projektem. Mam nadzieje, ze nie zmeczy Panstwa ilosc slow moich i slow nalezacych do roznych autorytetow, na ktore sie zaraz powolam. Mam nadzieje, ze moja idea dzieki nim zyska wiarygodnosc, a Panstwo przekonaja sie, ze moj swiat bardziej niz z realnych przestrzeni wlasnie ze slow samych jest zbudowany.

Szanowni Panstwo, pokaze Wam teraz rzecz najprostsza z mozliwych - pudelko. Moje pudelko. Pudelko wypelnione moimi pragnieniami, aspiracjami, przedmiotami, obrazami, fotoplastykon, do ktorego pozwole Wam zajrzec przez otwor, chinska szkatulke, ktora - dla Was - na kilka chwil rozloze, odkrywajac ukryta w srodku tajemnice. Oto moja sekretna szuflada.

Moja samotnia to biblioteka. Tak ja - upraszczajac - nazwalam, ale to wlasciwie czytelnia i pisalnia (jezeli pozwolicie mi na stworzenie nowego slowa), lub - jak chca niektorzy - przestrzen pracy tworczej. Czytanie i pisanie, czynnosci w dzisiejszym swiecie tak oczywiste, bardziej niz zwyklymi >czynnosciami<, sa dla mnie doswiadczeniem, a lepiej chyba powiedziec procesem. A wiec czyms zlozonym. Ale prosze nie sadzic, ze te zlozonosc chcialabym w bezposredni, doslowny sposob przetransponowac na jezyk architektury, czyli na jezyk form przestrzennych. Prosze Panstwa, to nie jest Borgesowska biblioteka Babel, nieskonczona i przez to - jak mi sie wydaje - lekko przerazajaca. Moja biblioteka nie jest kapusta, skladajaca sie z nieprzewidywalnej liczby, ponakladanych na siebie warstw. Nie o taka zlozonosc tu chodzi. O jaka wiec? O tym zaraz opowiem.

Biblioteka oddzielona jest od pozostalej czesci domu, ktora mnie w tej chwili nie interesuje, jako moja samotnia jest niedostepna dla obcych, dla potencjalnych mieszkancow, to nie jest przestrzen spotkania z Drugimi. Najpierw opowiem Panstwu o elementach wnetrza biblioteki, ktore sa jej punktami wezlowymi:
- o samej bibliotece jako idealnym prototypie, ktory wydaje mi sie w swojej istocie po prostu piekny;
- o symbolicznym >kosmicznym drzewie<, ktore wyroslo w mojej bibliotece, a jest nim stara winda do przewozenia ksiazek;
- o moim stanowisku pracy, ktore w pozornej tylko opozycji do wertykalnej windy organizuje przestrzen samotni;
- o dwoch deformacjach prototypu, ktore nazwalam odpowiednio: przestrzenia dystansu i przestrzenia niewinnosci.
Opowiem Panstwu takze o tym, czym jest dla mnie pisanie i czytanie, ktore to procesy skladaja sie na moja biografie, a jak wczesniej wspomnialam - maja one dla projektu ogromne znaczenie. Posluze sie dwoma interpretacjami takiej egzystencjalnej sytuacji pisania i czytania. Jedna z nich nazwe sytuacja samotnosci i pomoze mi w tym tekst Olgi Tokarczuk (pisarki), druga nazwalabym sytuacja dialogicznosci i tu skorzystam z tekstu Michala Pawla Markowskiego (teoretyka literatury, tlumacza, eseisty). Na koniec powiem slow pare o milosci i ryzyku, ktore w mojej samotni beda mi czesto towarzyszyc.

2. Punkty wezlowe

biblioteka - idealny prototyp
Biblioteka zawsze byla dla mnie przede wszystkim labiryntem. Labiryntem slow. Ale tez przestrzenia powtarzajaca porzadek zadrukowanej kartki. Pisma, czekajacego na odszyfrowanie, na zrozumienie, jasnego i przejrzystego, gdy znalo sie scisle reguly jezyka. Dzieki temu nastepuje komunikacja. Choc oczywiscie nie wszystko, co przeczytane w ten sposob, wydaje sie zrozumiale. Jest tu pewna ambiwalencja. Prototyp biblioteki podporzadkowany zostal swojej funkcji - przechowywaniu i udostepnianiu ksiazek. Jednak - jak mi sie wydaje - biblioteka, byc moze dlatego, ze przechowuje w swoim przepastnym wnetrzu mysli zarowno poukladane, jak i mysli szalone, podporzadkowana jest takze czemus zgola innemu. "Wiadomo, ze na jedna rozsadna linijke czy sluszna wiadomosc - pisal Borges w "Bibliotece Babel" - przypadaja mile bezsensownych kakofonii, slownych gmatwanin i niedorzecznosci. (Wiem o pewnej niebezpiecznej okolicy - dodaje - w ktorej bibliotekarze odrzucaja przesadny i prozny zwyczaj poszukiwania sensu w ksiazkach i porownuja go do zwyczaju poszukiwania sensu w snach czy w chaotycznych liniach reki..." W bibliotecznym powietrzu unosi sie cos niczym zawiesina. Byc moze chodzi tu o atmosfere, przesiaknieta zapachem starych inkunabulow, atmosfere mrocznej ciszy, szeptow, podszeptow aniolow, ktore w filmie Wima Wendersa "Niebo nad Berlinem" nie bez przyczyny zamieszkiwaly wlasnie miejska biblioteke. Niepokojaca Borgesowska Biblioteka Babel (a jednak to odniesienie wciaz usilnie powraca) jest kosmosem, w ktorym "swiatlo pochodzi z kulistych owocow, ktore nosza nazwe lamp. (...) swiatlo, jakie wysylaja, jest niewystarczajace, nieustannie". Biblioteka, wyposazona w polki, parapety, ukryte w nich, sekretne porecze, ruchome drabiny, schody, pomosty (uruchamiajace zastygle w fotelu cialo), szuflady, trzeszczacy mechanizm windy, sekretne zakamarki, zdaje sie z jednej strony porzadkowac chaos, z drugiej - przechowuje jego resztki, tak sprawnie zamiatane pod dywan przez logike wspolczesnego swiata. Ksiazki leza wszedzie, na polkach ladnie poukladane, na ziemi w malych stosikach. Sa niczym lawa, powoli wylewajaca sie z wulkanicznego krateru. Prostota form, z ktorych buduje biblioteke, ma sie temu przeciwstawic. Choc z drugiej strony nie bardzo mi na tym porzadku zalezy. Przeczucie, ze to, co znajduje sie wewnatrz surowego szkieletu, zyje wlasnym zyciem - dla was w tej chwili niewidocznym - wydaje mi sie przyjemne. Uzyjcie swojej wyobrazni.
Dla siebie samej stworzylam przyjazna, jednoznaczna miniature biblioteki, majaca oddac to wrazenie kategorycznego, funkcjonalnego porzadku (wyrazajacego sie chociazby poprzez system katalogowania ksiazek), ukrywajacego pod swoja powierzchnia jezeli nie chaos (pisany duza litera), to przynajmniej jakas chaosu zapowiedz, delikatna niepewnosc (zawieszone regaly z ksiazkami nie dotykaja poziomu podlogi).

>kosmiczne drzewo<
Wyobrazcie sobie teraz winde. Wysoki, zdecydowany, mocny akcent wnetrza. Co ona mowi, do czego jest mi potrzebna ? Niektorych drazni, prowokuje Freudowskie co najmniej skojarzenia, przytlacza swoja monumentalnoscia. Wertykalna winda to przedmiot, laczacy mnie z przeszloscia, stary, pochodzacy z czasow, kiedy zarowno konstrukcja mechanizmu, jak i jego praca, swiadczyly o ciezarze, wysilku, zadaniu do wykonania, nikogo nie oszukiwaly, solidnie wypelniajac przestrzen swoja masa i halasem. Winda nalezy do historii, a jednoczesnie kojarzy mi sie z przedmiotem pradawnym, ahistorycznym, z wzorcowym archetypem kosmicznego drzewa, wyrastajacego w srodku swiata (moja biblioteka jest moim sakralnym nieomal srodkiem swiata). Jak niegdys w czasie mitycznym drzewo swiata bylo osia, laczaca trzy kosmiczne poziomy - poziom Piekla, Ziemi i Nieba, tak moja winda, mocny akcent, wznoszacy sie ku gorze slup, przechodzi przez dwie, wyznaczone przeze mnie przestrzenie: te bardziej publiczna (antresola, na kanapce ktos Drugi moglby od czasu do czasu przycupnac) i te prywatna (poziom podlogi), tym samym zaznaczajac zwiazek i przenikanie dyskursu naukowego, ksiazkowej wiedzy, z moim rozumieniem tego, co inni dotad mysleli o swiecie i co mysle o nim sama (symbolem tego sa ksiazki, ktore jezdza w gore i w dol). Z mojej perspektywy wertykalny ksztalt windy przypomina o utopii >posiadania wiedzy<, ktora nie jest raz na zawsze czlowiekowi dana. Im wiecej poznaje, tym wiecej zapominam. Widziana z kolejnego punktu wezlowego - z perspektywy mojego stanowiska pracy, winda jest tego przekonania wyraznym symbolem. Jej czubek wydaje sie tak daleki, ze niedostepny.

stanowisko pracy
Kiedy siedze w wygodnym fotelu, majac przed soba stol, na nim komputer, mala lampke, otoczona cieplymi scianami z papieru i slow, czuje sie solidnie umocowana w swiecie. Tu mam swoje korzenie, moge je spokojnie zapuscic, nikt mnie stad nie wyrwie, jestem. Jestem punktem we Wszechswiecie. Widze stad oba wejscia i schody, a takze mam pod kontrola przestrzen, ukrywajaca zakazane ksiegi (pod antresola), to na wypadek gdyby w samotni pojawil sie ktos niepozadany. Co jakis czas przez lunete, schowana w szufladzie, podgladam sekretne papierowe zycie, ktore mnie otacza (choc nie do konca zewszad, ale o tym za chwile). Jestem niczym syty kolekcjoner, obserwuje z satysfakcja swoj zbior. Dotykam go wzrokiem. Moje stanowisko pracy, co brzmi dosyc jednoznacznie i funkcjonalnie, choc miejsce to wcale jednoznaczne nie jest, organizuje przestrzen, dlatego ze jest bocianim gniazdem, tyle ze bocianim gniazdem skierowanym wglab. Siedzac tu, obserwuje >swoje wnetrze<. Obserwuje je doslownie (wodze wzrokiem po przestrzeni wnetrza mojej samotni) i w przenosni (myslac, zagladam do wnetrza swojego umyslu). Ale to nie wszystko. Moj wzrok, usytuowany w tym punkcie, w kazdej chwili moze oderwac sie od bogactwa bibliotecznego zbioru, ktory czasami bywa przytlaczajacy i skierowac sie ku przestrzeni specjalnie dla niego wyprofilowanej, ku >przestrzeni niewinnosci<, zakonczonej oknem, wychodzacym na ogrod. Ten obraz, ta przestrzen jest wynikowa mojego spojrzenia, podobnie jak obraz, pojawiajacy sie na ekranie filmowym, poprowadzony smuga swiatla z projektora. Oczywiscie swiat za oknem nie jest moja projekcja, moje spojrzenie go samoistnie nie tworzy. Jednak ten swiat rowniez jest moim swiatem, jest zewnetrznoscia, ktora buduje moje doswiadczenie czytajacego i piszacego poza przestrzenia samotni. O samej przestrzeni niewinnosci juz za chwile opowiem, teraz wspomne tylko, ze oprocz okna wyposazona jest takze w gruby materac, a na nim - czasami - odpoczywa niemy towarzysz mojej samotnosci - moj pies. Bywa, ze dlugo na siebie patrzymy i to nam wystarcza, by miec przeswiadczenie o istnieniu tego wewnetrznego ladu, o ktorym na poczatku wspomnialam, a ktory chcialabym znalezc w moim miejscu na ziemi.

deformacja prototypu
- przestrzen niewinnosci / przestrzen dystansu
Zeby powiedziec Panstwu slow pare o, dokonanej przeze mnie, deformacji prototypu, ktora jest zaledwie drobnym gestem symbolicznym, juz w tym momencie powinnam odwolac sie do tekstu Olgi Tokarczuk pt.: "Logofilia, czyli pewien stan ducha. Kilka posrednich odpowiedzi na pytanie, czy pisania mozna sie nauczyc". Tekst ten skupia sie na procesie pisania, wymieniajac m.in. optymalne warunki niezbedne w takiej sytuacji. Wsrod tych warunkow znalezc mozna tez niewinnosc, o ktorej Tokarczuk pisze tak:
"Sadze, ze nie jest dobrze nastawiac sie na pisanie. Sadze, ze nie jest dobrze, gdy sie duzo czyta. Sadze, ze nie jest dobrze, gdy sie duzo wie. Najlepszy stan dla tego, ktory pisze, to zawsze stan poczatkowy, stan wyruszania w droge, stan zaczynania, stan zero, stan bez wlasciwosci. Patronem wszelkich pisarzy powinno sie obwolac Glupca, postac z zerowej karty tarota. Nosi ona w sobie wszystkie potencje, wszystkie mozliwe do napisania ksiazki, pozostaje ciagle w ruchu, w kazdym momencie wyrusza w jakas podroz. A przy tym jest wystarczajaco z siebie zadowolona, zeby w ogole odwazyc sie jeszcze cokolwiek robic".
Prosze Panstwa, mowiac szczerze, opisana przez Tokarczuk sytuacja nie wydaje mi sie w ogole mozliwa. Jednak nalezy zdawac sobie sprawe z wagi tego przerysowania. Tak, to prawda - kiedy sie pisze, nie mozna czytac, bo kazde przeczytane slowo staje sie sugestia. To prawda - kiedy sie pisze, trzeba zdobyc sie na wielka odwage, trzeba pozbyc sie strachu i oniesmielenia, wynikajacego ze swiadomosci, ze tak naprawde wszystko juz zostalo napisane. Trzeba zapomniec o tym, zdystansowac sie nie tylko wobec ogromnego rezerwuaru opowiesci, zawartych w ksiazkach, wobec wlasnego o nich wspomnienia, ale i wobec siebie samego. Jedynie ow dystans w stosunku do wlasnego przezycia, niezrozumialego dla innych, do wlasnego wizerunku, do wlasnych doswiadczen, pozwoli opisywac swiat w sposob swiadomy, a nie grafomanski. Przestrzen dystansu wlasnie temu sluzy. Spojrzec na swoj swiat, jakby do nas nie nalezal. Jakby byl podgladany przez czyjes okno. To pomaga zrozumiec, ze uniwersalnosc przekazu, przeznaczonego dla innych, sie buduje, sie tworzy, a nie wyrzuca z siebie jak niekontrolowana emocje. To proces.
Przestrzen niewinnosci jest przedluzeniem pustej, czystej sciany niewinnosci. Jest schronieniem przed tym, co ukochane, nawet przed tym. Bo - jak mi sie wydaje - bywa i tak, ze to, co ukochane, staje nam na drodze i przeszkadza. Temu sluzy przestrzen niewinnosci, wypustka, wyleznia, przesmyk niepostrzezenie wychodzacy ku czemus innemu, ku wszelkiej potencjalnosci.

To ciekawe w kontekscie tego, co o pisaniu i czytaniu pisze Michal Pawel Markowski w ksiazce "Wystepek. Eseje o pisaniu i czytaniu". Markowski podaje inne okreslenie dla wspomnianego procesu, mowi o nim jako o nie dajacym sie ugasic >pragnieniu metafizycznym<. Pragnienie to ma zrodlo nie w braku, a w nadmiarze, nie ma swojego przedmiotu (nie chodzi przeciez o przeczytanie, napisanie tej, jednej ksiazki, ksiazki w ogole), ani celu (wiedza nie jest celem samym w sobie). "Jego zrodlem - pisze - jest nieskonczony dystans, ktory oddziela nas od Upragnionego". Cytuje tez Gombrowicza, te slowa naleza do niego:
"Nie moge byc soba, a jednak chce byc soba i musze byc soba - oto antynomia, z tych nie dajacych sie uladzic... i nie oczekujcie ode mnie lekarstw na nieuleczalne choroby". Te slowa mimo woli slysze, stojac i patrzac przez okno na moja biblioteke.

3. Sytuacje.

Kiedy mysle o czytaniu i pisaniu jako o sytuacji egzystencjalnej, budujacej moja biografie i moja tozsamosc, a takze moja przestrzen, zarowno Markowski jak i Tokarczuk przychodza z pomoca. Dla niego literatura to zawsze sytuacja dialogu, to wchodzenie w relacje miedzy: piszacym a czytajacym, miedzy pisarzem a tekstem, miedzy mna a Drugim, Innym. To mediacja sensow. Za Derrida literatura to doswiadczenie, a gdy pojawia sie doswiadczenie, pojawia sie tez odniesienie do czegos innego. Mamy tu do czynienia z przejsciem, przekraczaniem (podpowiada zrodloslow >doswiadczenia<), z proba. Takze ze sprzecznoscia. Wytrwac w separacji i jednoczesnie zmierzac ku. Ta podstawowa sprzecznosc ciagle mi towarzyszy, kiedy swiadomie lub intuicyjnie kraze po mojej samotni, poszukujac siebie, przekraczajac wyznaczone, przestrzenne granice. Dla Tokarczuk z kolei tworzenie jest funkcja samotnosci, a dazenie do niej dowodem na istnienie wewnetrznego ladu, bez metafor, tworzenie (pisanie) jest koniecznoscia i przymusem (logofilia), tym samym jest "sposobem ratowania sie przed zapascia absurdu" (byc moze chodzi o absurd sytuacji, w jakiej sie wlasnie znalezlismy, krazac nerwowo z kata w kat, z przestrzeni w przestrzen). I rzeczywiscie skoro pisanie ma wg. pisarki podobna do snu dynamike, jest pewnym stanem ducha, stanem otwartosci na przeplyw niezaleznych obrazow, to mozemy sie poczuc w pelni jak somnambulicy. Jedno wydaje sie pewne - czytajac albo piszac, zachowujemy sie na dwa sposoby: jak bohater Prousta, ukrawajacy sie w literaturze niczym w schronie, w odcietym od rzeczywistosci, bezpiecznym miejscu, spizarni lub kolysce, dla ktorego wejscie w literature jest ruchem defensywnym wobec swiata lub jak Roland Barthes, spacerujacy po pasazach literatury z pustka w glowie, wypelniajac ja znalezionymi po drodze obrazami, opowiesciami, szeptami, przywidzeniami bytu, ktore oko, ucho, cialo i umysl dzieki wrazliwosci i uwaznosci wychwytuje. Mam wrazenie, ze te pozornie sprzeczne postawy chcialabym polaczyc w jedna lub chociaz stosowac w mojej samotni wymiennie.

4. Milosc i ryzyko.

Szanowni Panstwo, podzielilam sie z wami wizja poplatanego bytu w przestrzeniach mojej wolnosci. Jak widzicie, nawet mnie, a warto wspomniec, ze przepadam wprost za samotnoscia, nie boje sie jej i cenie bardzo jej wartosc, nie udalo sie wyzbyc spotkan i obecnosci Drugich (pies, autorzy ksiazek, ja sama w rozdwojeniu). Zakonczyc chcialabym dwuglosem Olgi Tokarczuk i Michala Pawla Markowskiego. Ona twierdzi, ze ten kto zbyt intensywnie pisze, nie zyje, zas ten, kto zbyt intensywnie zyje, nie pisze. Jednak konczy swoje rozwazania, w pisaniu widzac przede wszystkim lekcje milosci. Kochane jest to, co opisane, bo zostalo doglebnie zrozumiane, przenikliwie dotkniete, nie moze byc juz obojetne. "W ten sposob - pisze Tokarczuk - (pisanie) jest odkrywaniem w sobie zdolnosci do milosci. Albo inaczej: jest poszerzaniem obszaru, ktory milosci podlega". Tymczasem on twierdzi, ze:
"To nieprawda, ze prawdziwe zycie jest gdzie indziej. Ono jest tu, teraz, kiedy pisze te slowa i zastanawiam sie kto i dlaczego zechce je przeczytac. Bez wiary, ze to nastapi, ze rozmowa, ktora staram sie ze wszystkich sil podtrzymac, zmienia cos w swiecie, ktory jest takze moim swiatem, tak wiec bez tej wiary, ktora wycelowana jest w to, co nieobecne, literatura bylaby jedynie nikomu niepotrzebnym pojedynkiem na miny albo rozpaczliwym pohukiwaniem w pustym lesie". Mam nadzieje, ze widzicie Panstwo, jak bardzo idea samotni - przestrzeni naszej wlasnej wolnosci zwiazuje nas z tym co dalej, co poza nami, obok nas, za sciana i mam wrazenie, ze bez tej zewnetrznosci, ktora nas otacza i przed ktora tak intensywnie probujemy sie schowac w nasze male swiaty, bez swiadomosci jej istnienia i zycia z nia w zgodzie, niemozliwe jest osiagniecie wewnetrznej wolnosci, wewnetrznego ladu.

Agnieszka Szeffel

 

 temat roku  subject of the year
 architektura i spotkanie milosne  architecture and the love-encounter

"Architektura powinna zmierzyc sie z tematem dla niej nowym, a dla sztuki byc moze wciaz najtrudniejszym: z tematem milosnego spotkania, w ktorym erotyka pozwala siegnac dalej, niz potrafi materialnosc dotyku"

Jacek Dominiczak, Architektura dotyku (w: Miasto Dialogiczne, czesc 10), Architektura, nr 07/2003

"Architecture should face the subject which is new for her, and possibly the most difficult for the arts: the subject of love encounter, where the erotic allows to reach further than the materiality of touch".

Jacek Dominiczak, The Architecture of Touch (in: Dialogic Cities, part 10), Architektura, no. 07/2003

© 2003-2004 architektura + dialog . Podyplomowe Studium Projektowania. wszystkie prawa zastrzezone

 drzwi [ar+di]

strona glowna [ar+di]

diaade

  asp w gdansku

ppa asp gd